Ulubieńcy maja | Golden Rose, La Roche Possay, The Body Shop, Wood Wick

Maj upłynął mi pod znakiem początku (gorącego) sezonu ślubnego, zalanego laptopa (:D) oraz greckich wakacji. Dzięki temu minął bardzo szybko i radosnym krokiem, w letnich butach wkroczyłam w czerwiec sama nie wiem kiedy. Czas jednak podzielić się z Wami moimi kilkoma odkryciami kosmetycznymi (i nie tylko) z tego miesiąca.

Zacznę może od produktów do pielęgnacji zarówno przeciwsłonecznej jak i po zażyciu kąpieli słonecznych. Mam nadzieję, że wszyscy doskonale wiecie iż stosowanie kremów z filtrem jest bardzo ważne przez cały rok, jednak w sezonie wiosenno – letnim nie wolno o tym zapominać. O ile jesienią i zimą sięgam po kremy na dzień z nieco niższymi faktorami, o tyle na lato co rok zaopatruję się w produkty z SPF 50+. I w tym roku w jednej z aptek internetowych trafiłam na nowość marki La Roche Possay czyli Anthelios Sun Intoleracnce, krem z Neurosensyną przeznaczony do skóry wrażliwej i skłonnej do alergii na promieniowanie UV. Stosuję go głównie na twarz gdzie sprawdza się znakomicie, szybko się wchłania nie pozostawiając tłustej warstwy, ani nie bieli skóry, więc spokojnie można nakładać na niego makeup. Nakładam go jednak również na szyję, dekolt oraz dłonie z racji na to iż w tych rejonach najczęściej pojawia mi się pokrzywka związana z ekspozycją na słonie i muszę przyznać, że faktycznie chroni. Na dłoniach, gdzie reakcja zawsze jest najostrzejsza zdecydowanie ją złagodził, natomiast na pozostałych partiach w ogóle nie występuje, więc ogromny plus za spełnienie obietnic producenta 🙂 Kupicie go w aptekach internetowych za ok 50 – 60 zł.

Pomimo wysokiej ochrony przeciwsłonecznej udało nam się na wakacjach w Grecji nieco opalić 😉 Do pielęgnacji w tamtym okresie sięgałam po kosmetyk marki Dax Sun – Żel po opalaniu łagodząco – chłodzący z 10% stężeniem D-Panthenolu. Miał on bardzo przyjemną, lekką konsystencję, która dość szybko się wchłaniała i co najważniejsze nie zostawiał klejącej warstwy na skórze, czego nie lubię najbardziej. Dodatkowo faktycznie miał działanie delikatnie chłodzące i łagodzące na skórę oraz bardzo przyjemny zapach.

Pozostając nadal w temacie pielęgnacji muszę wspomnieć o prawdziwym cukiereczku <3 The Body Shop Early Harvest Raspberry Body Scrub to nic innego jak sezonowa malina ukryta w peelingu do ciała. W formie lekkiej galaretki dostrzeżemy liczne pestki malin, które przepięknie pachną oraz delikatnie złuszczają martwy naskórek z naszego ciała. W składnie nie znajdziemy parafiny, więc nie pozostawia on tłustego filmu, a jedynie pięknie pachnącą i miękką skórę.

Drugim produktem, również peelingującym jest Cukrowy peeling do ust z serii Vitamin C marki Stara Mydlarnia ECOreceptura. Wiosną i latem często sięgam po matowe, zastygające pomadki w intensywnych kolorach, a do tych jak wiadomo należy mieć usta w nienagannym stanie. Peeling stosuję w zależności od potrzeby, czasem co wieczór, a czasem co 2 – 3 dni. Jak często bym go nie stosowała, po nim moje usta zawsze prezentują się wyśmienicie. Wszystkie suche skórki są usunięte, usta są doskonale nawilżone oraz ukrwione przez co wydają się pełniejsze i takie „całuśne”. W sam raz do nałożenia pomadki w kolorze fuksji 😀 Jest to peeling cukrowy, więc dodatkowo pozostawia na ustach przyjemnie słodki smaczek. To już moje 2 opakowanie tego produktu. Serdecznie go Wam polecam.

 

 

 

 

 

 

 

 

Przyszedł czas na kolorówkę. Jak zwykle u mnie w tej kategorii nie będzie zbyt dużo produktów, ale takie które na prawdę z czystym sercem mogę Wam polecić.

Nowość w mojej kosmetyczce, której zaczęłam używać dosłownie w długi weekend majowy to brązer Milky Chocolate marki Lovely. Po wykończeniu całego opakowania pudru brązującego z My Secret szukałam równie dobrego produktu i trafiłam na szafę Lovely. Nie ukrywam, że do zakupu prócz niskiej ceny zachęcił mnie uroczy, czekoladowy wygląd kosmetyku 🙂 I nie zawiodłam się, wygląda przepięknie na twarzy, jego kolor jest niezbyt chłodny dzięki czemu twarz nie wygląda na brudną, ale też nie posiada w sobie pomarańczowych tonów. Do tego ma świetną trwałość, utrzymuje się przez niemalże cały dzień nawet na skórze jedynie przypudrowanej, bez żadnego podkładu. Jest też bardzo łatwy w aplikacji, łatwo się blenduje bez plam. Dla mnie idealny produkt, za nieco ponad 20 zł 🙂 Na moim Instagramie w zapisanych relacjach możecie znaleźć zdjęcie jak prezentuje się na moim policzku – zachęcam do zajrzenia.

Drugi natomiast to produkt po który sezonowo sięgam już od bodajże 2 lat, czyli BB Cream Beauty Balm od Golden Rose. W zależności od pory roku i stopnia opalenizny używam różnych kolorów. Zaraz po wakacjach nakładałam odcień nr 3, natomiast aktualnie 2 jest dla mnie idealny. Jest to kosmetyk, który wyrównuje koloryt skóry i kryje drobne niedoskonałości. Nie robi efektu maski i jest bardzo lekki – idealny na gorące dni. Przypudrowany pudrem matującym wytrzymuje w nienagannym stanie ok 6h, później należy zdjąć nadmiar sebum bibułką i ewentualnie przypudrować bardziej problematyczne miejsca na twarzy.

u góry Milky Chocolate, u dołu BB Cream 3

Na koniec jedyny niekosmetyczny ulubieniec, którego odkryłam bardzo przypadkiem.

Zazwyczaj sięgam po woski zapachowe takich marek jak Yankee Candle oraz Kringle Candle, ostatnio jednak na wysepce w Promenadzie pani skusiła mnie do powąchania nowego zapachu Island Coconut z WoodWick i przepadłam 😀 Idealnie kokosowy zapach. Niezbyt słodki, nie duszący i nadający się idealnie na lato, a za to jaki intensywny, wystarczy 1/4 opakowania a zapach unosi się przez wiele godzin 🙂

 

To już wszyscy ulubieńcy. Jak widzicie nie ma tego jakoś bardzo dużo, jak zwykle 🙂 Dajcie koniecznie znać jacy byli Wasi ulubieńcy ostatnich tygodni. Z ogromną chęcią poznam Waszych faworytów w komentarzach 🙂

 

Buziaki

Ninnette