Ulubieńcy czerwca | L’Oreal, Maybelline, Kobo, Glam Glow

Nie wierzę, że już mamy lipiec! Połowa roku za nami, a wakacje przywitały nas pogorszeniem pogody. W czerwcu jednak aura dopisywała i sprzyjała testowaniu nowych produktów. Sporo nowości trafiło do mojej toaletki, ale znalazło się w niej też kilka sprawdzonych produktów, które z czystym sumieniem mogę nazwać ulubieńcami miesiąca. Sięgałam po nie dzień w dzień z wielką przyjemnością i koniecznie chcę Wam o nich opowiedzieć 🙂

Nowością, a zarazem ulubieńcem stała się ujędrniająca maseczka Glam Glow #GlitterMask z uroczej serii My Little Pony. Jest to moja pierwsza maska tej marki i nad zakupem zastanawiałam się bardzo długo, głównie ze względu na cenę (229 zł za 50g), jednak wersja z Pinki Pie i promocja -20% na dzień dziecka przeważyła szalę na korzyść zakupu. I nie żałuję! Maska pięknie pachnie i ma bardzo przyjemne działanie na skórze. Widocznie ją ujędrnia, wygładza i napina. Choć nie mam (jeszcze) problemu z opadaniem owalu twarzy to mam wrażenie, że po tej maseczce jest on jakby bardziej uniesiony i podkreślony. A na dodatek maseczka uroczo się prezentuje – róż i brokat <3

Pozostając w temacie produktów stosowanych w wieczornej pielęgnacji nie może tu zabraknąć multifunkcyjnego serum  Green Tea marki Bielenda dedykowanego skórze mieszanej. Jeszcze nigdy nie miałam kosmetyku, który by tak wspaniale działał na moją cerę, a do tego był w tak niskiej cenie (28,99 zł w drogerii Rossmann). Używane codziennie na wieczór doskonale nawilża skórę, ma działanie seboregulujące oraz wyrównujące koloryt skóry. Zauważyłam także, że odkąd to serum na stałe pojawiło się w mojej pielęgnacji, zmniejszyła się ilość powstających na mojej twarzy zmian trądzikowych, a nawet jeżeli jakiś „nieprzyjaciel” mi wyskoczył to goił się znacznie szybciej niż dotychczas. Najlepszą rekomendacją jest chyba to, że pierwszy raz od wielu lat bez skrępowania w codziennym makijażu pomijałam krok nakładania podkładu 🙂

Na koniec coś do pielęgnacji twarzy rano i tu znajdzie się produkt, który kupiłam z polecenia Basi Callmeblondieee (:*) czyli esencja Hydra Genius od L’Oreal zawierająca w swoim składzie wodę aloesową. O dziwo moja wersja dedykowana jest skórze suchej i wrażliwej, mimo to na mojej mieszanej sprawdza się doskonale jako produkt pod makijaż. Często nakładam najpierw mój standardowy krem na dzień, po jego wchłonięciu sięgam po tę esencję i dopiero biorę się za makijaż. Dzięki temu skóra jest doskonale nawilżona i ukojona, a makijaż na niej prezentuje się niesamowicie lekko i świetliście – efekt idealny na lato. Polecam Wam serdecznie przyjrzeć się temu kosmetykowi. Dostaniecie go oczywiście w Rossmannie za niespełna 40 zł.

Tym miłym akcentem możemy przejść do kolorówki i tym razem znajdzie się tu więcej produktów niż ostatnio.

Zacznijmy może nietypowo, bo od ust. Rzadko kiedy polecam Wam pomadki i kredki do ust, bo nigdy nie byłam konsekwentna w ich używaniu. Przyznaję bez bicia, że mam tych produktów sporo, ale wszystkich używam 2-3 razy po kupieniu, rzucam do szuflady i zapominam. W ostatnich tygodniach jednak postanowiłam to zmienić i z pomocą przyszła mi przepiękna konturówka LipMatic od Pierre Rene w odcieniu 06 czyli delikatnego, lekko przydymionego różu – idealna na codzień i do pracy. Jest bardzo komfortowa w noszeniu, pomimo matowego wykończenia nie wysusza ust i nie podkreśla suchych skórek a przy tym przyzwoicie się na nich utrzymuje. Minusem może być to, że jest dość miękka i łatwo ją złamać, ale wystarczy nie wysuwać zbyt dużej ilości rysika podczas aplikacji. A do tego jej cena również przemawia na jej korzyść – 11 zł w Drogeriach Natura 🙂

Korektor o którym było głośno zanim jeszcze pojawił się w polskich drogeriach czyli Instant Anti Age Eraser od Maybelline również musiał przejść przez moje testy i chyba rozumiem już skąd te zachwyty na jego temat. Aczkolwiek uważam go za ciekawy korektor na codzień, nie rekomendowałabym go na duże zasinienia ani wielkie wyjścia, bo po prostu nie da rady. Ładnie wyrównuje koloryt pod oczami i kryje drobne niedoskonałości na twarzy. Trwałość również na plus, przypudrowany nie wchodzi w zmarszczki i nie znika z twarzy.

Powoli przechodząc do makijażu okolic oczu muszę wspomnieć o ostatnio odkrytej maskarze, która sprawiła, że niemalże codziennie dostaję zapytania czy mam sztuczne rzęsy 🙂 Oczywiście mowa o Volumix Fiberlast Ultra False Lash Effect marki Eveline Cosmetics, której zawrotna cena regularna w drogeriach sięga nieco ponad 15 zł. Szczoteczka jest dość nietypowa, bo silikonowa i spłaszczona, ale dzięki temu doskonale rozczesuje rzęsy, a także je podkręca. Szczerze przyznam, że chyba nawet po zalotce nie miałam tak uniesionych rzęs jak po tej maskarze. Kolor jest intensywnie czarny, a trwałość fenomenalna – tusz nie odbija się, nie osypuje ani nie rozmazuje w zewnętrznych kącikach nawet jeżeli oko delikatnie załzawi. No po prostu sztos 😀

Na koniec zostawiłam sobie dwa kosmetyki jednej marki do stylizacji brwi, które (z małymi przerwami) są ze mną już od dłuższego czasu.

Po dłuższej nieobecności wróciłam do kredki do brwi marki KOBO Professional w odcieniu 303 Twilight, jest to dość chłodny odcień brązu, który świetnie podkreśla brwi również u blondynek. Kredka ma lekko woskową formułę dzięki czemu może poszczycić się doskonałą trwałością – brwi nie spływają nawet w najgorętsze dni lata 🙂 I choć może nie sunie super gładko po skórze to z łatwością można wypełnić nią luki w brwiach. Na skuwce znajdziemy też grzebyczek, więc w przypadku wyjazdu nie musimy dodatkowo zabierać szczoteczki.

Drugim produktem natomiast po który sięgam tuż po wypełnieniu moich brwi kredką jest utrwalający żel w odcieniu 2 Medium Brown. Żel ma nieco cieplejszy odcień jednak nie osadza się on zbyt mocno na włoskach i nie zmienia znacząco ich koloru. Jednak doskonale ujarzmia włosy na brwiach układając je i utrwalając na wiele długich godzin. Czasami, głównie podczas wakacji kiedy nie wykonuję pełnego makijażu zdarza mi się sięgać tylko po ten żel by wyczesać brwi dla bardzo delikatnego efektu. Ma również bardzo wygodny aplikator w postaci niewielkiej szczoteczki.

Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć jak prezentują się kolory poszczególnych kosmetyków, o których wspominałam wyżej. Na samej górze konturówka LipMatic w odcieniu 06. Natomiast na dole żel do brwi (po lewo) oraz kredka ‚Twillight’ (po prawo).

Tym optymistycznym akcentem kończę dzisiejszy post. Nawet nie wiecie jak lubię dzielić się z Wami tak wspaniałymi produktami 🙂

Koniecznie dajcie znać jaki kosmetyk u Was zasłużył na miano ulubieńca miesiąca. Czekam na komentarze!

Ninnette