Pure (Pearl) Pigments, KOBO Professional – swatche

Po ostatnich postach, w których pokazywałam Wam z bliska kolory znajdujące się w poszczególnych paletach (np. Classic Nude Makeup Kit) zauważyłam, że tego typu wpisy cieszą się ogromną popularnością wśród czytelniczek. Wcale się nie dziwię. Sama zanim kupię jakiś produkt robię tzw. research – szukam swatchy, opinii.

 

Dlatego dziś postanowiłam pokazać Wam moją kolekcję pigmentów marki KOBO. Nie wiem jak w innych Drogeriach Natura, ale w moim mieście często brakuje testerów i część z nich wzięłam ‚na ślepo’. Nie żałuję tego wyboru, bo na wstępie muszę Wam się przyznać, że te produkty bardzo lubię i często używam – znalazły się one nawet w moich kosmetycznych hitach 2014.

W swoich zbiorach posiadam 8 odcieni – pięć opalizujących i trzy ‚zwykłe’.
Z takich technicznych spraw to pigmenty znajdują się w plastikowych, zakręcanych słoiczkach, o pojemności 6 ml. Niestety nie mają żadnego sitka (podobnie jak pigmenty Makeup Geek) co ułatwia ich rozsypanie. Są niesamowicie wydajne i nie wyobrażam sobie ich wykończenia przez najbliższe kilka lat. Można je stosować zarówno na sucho, jak i na mokro; na całą powiekę lub tylko jako akcent; możliwości jest na prawdę wiele.
Nie mają oczywiście żadnego zapachu. Co więcej podczas aplikacji nie pylą i nie sypią się po całej twarzy. Bardzo łatwo nad nimi zapanować, nawet osobom początkującym.

Przejdźmy więc do omówienia poszczególnych odcieni.

408 Cornflower to zupełnie matowy, chabrowy kolor o niesamowitej pigmentacji; powiedziałabym że jest lekko kremowy, nie jest tak miałki i sypki jak inne pigmenty; niestety używam go najrzadziej ze wszystkich ‚kobosiów’, ale postaram się to zmienić

501 Violet Blush to pierwszy z serii opalizującej; jest bardzo intensywny i ten opalizujący fioletowy pigment bardzo łatwo z niego wychodzi już przy niewielkiej ilości produktu

502 Misty Rose to również opalizujący kolor; jest jakby delikatniejszą wersją kultowego cienia tej samej marki o nazwie ‚Golden Rose’

503 Frosty White to czyste srebro, niczym nie opalizujące; na powiece daje delikatny efekt takiego jakby pyłku, coś a’la gwiezdny pył 🙂 super się sprawdzał w makijażach sylwestrowych; nałożony na mokro daje piorunujący efekt w stylu modnych ostatnio cieni foliowych

504 Mint Cream – jak sama nazwa wskazuje opalizuje na miętowo; to właśnie od niego zaczęła się moja przygoda z pigmentami KOBO 🙂 używam go zarówno do rozświetlania wewnętrznego kącika jak i na całą powiekę przy makijażu dziennym – moim zdaniem bardzo uniwersalny kolor

505 Sea Shell – najczęściej wykupiony kolor w ofercie, o nim było już głośno w blogosferze; bardzo podobny do koloru Misty Rose, z tą różnicą że Sea Shell jest troszkę bardziej ciepły, złoto – pomarańczowy; dość uniwersalny jeżeli chodzi o rozświetlanie wewnętrznego kącika

506 Blue Mist czyli niebieska mgiełka to długo przeze mnie niedoceniany kolor, ostatnio jednak odkryłam jego moc; należy raczej do grona tych delikatniejszych odcieni; na całą powiekę raczej nie odważyłabym się go nakładać, ale jako akcent i rozświetlenie jest super

507 Gold Dust to również kolor nieopalizujący przepięknego, żółtego złota; podobnie jak Frosty White często używany w makijażach sylwestrowych; na mokro lekko foliowy, ale na sucho również ma świetną pigmentację często używam go na mokrą bazę w postaci nie przypudrowanego korektora 🙂
Wszystkie opalizujące pigmenty świetnie sprawdzają się również solo na czarnej bazie (kredce bądź eyelinerze). Wydobywa się z nich jedynie ten opalizujący kolor i mają na prawdę mega moc.
Na minus muszę zaliczyć dostępność gdyż szafy z produktami KOBO znajdziemy tylko w Drogeriach Natura, a te osobiście niezbyt lubię. Jeżeli chodzi o cenę to wydaje mi się iż początkowo wynosiła ona 19,99. Obecnie jednak pigmenty te kupicie za jedyne 9,99 zł.Dajcie znać czy macie pigmenty i czy lubicie je równie mocno jak ja?

Ninnette