Openbox: INGLOT haul

Kto nie zna kosmetyków marki Inglot? Są w ogóle jeszcze takie osoby? 🙂
Dobry, rodzimy Inglot, do którego dostęp jest wspaniały, a aż wstyd się przyznać, że sama kosmetyków tej marki miałam tylko kilka sztuk.
Postanowiłam więc to zmienić i się zrehabilitować, więc złożyłam zamówienie w sklepie on-line. Kosmetyków może dużo nie wybrałam, ale zapłaciłam w sumie też nie mało… I to mnie trochę w naszym Inglocie denerwuje, że niby polska marka, a ceny dość wygórowane. No ale dzisiaj nie o tym.

Co kupiłam?

Przede wszystkim skusiłam się na polecaną zewsząd konturówkę do brwi w żelu. Po długich analizach swatchy w internecie wybrałam odcień nr 12. Do tej pory zawsze używałam ‚suchych’ produktów do brwi. Jedynym wyjątkiem był cień Maybelline Colour Tattoo w odcieniu Permanent Taupe, ale on był już teraz zdecydowanie zbyt szary dla mnie. Mam więc ogromne nadzieje, że ten produkt się u mnie sprawdzi, w szczególności że często porównywany jest do Dipbrow Pomade od Anastasia Beverly Hills, o którym po cichu marzę 😉

Konturówka ma tylko 2g pojemności i kosztowała 37 zł.

Dalej sięgnęłam po pigmenty lub jak to nazwał producent cienie sypkie do powiek.
Długo zastanawiałam się nad tym, które kolory chcę wybrać do mojej kolekcji. Wybór nie był łatwy bo w ofercie znajdziemy multum przepięknych odcieni. I podobnie jak w przypadku konturówki do brwi tu też wspierałam się swatchami znalezionymi w internecie. Dodatkowo pooglądałam sobie kilka filmików na YT jak poszczególne kolory wyglądają ‚w akcji’.

Ostatecznie zdecydowałam się na 3 sztuki. Wszystkie są z rodzaju tzw. pigmentów kruszonych, czyli ich drobinki są dość duże i przepięknie odbijają światło. Na powiece widoczna jest ich faktura.
Kolory na jakie się zdecydowałam to: 22 (złoto – fioletowy), 24 (piękne miedziane złoto) oraz 86 (różowo – złoty). Jednak swatche oraz dokładny opis kolorów przygotuję dla Was w osobnym poście, już wkrótce 🙂

Pigmenty podobnie jak konturówka mają 2g pojemności i kosztują 33 zł (nr 22 i 24) lub 39 (nr 86).

Na koniec jeszcze dwa produkty.
Pierwszy to coś co polecane jest już od wielu lat niemalże przez wszystkie vlogerki i blogerki nie tylko z Polski, czyli Duraline. Można powiedzieć, że to taki wielofunkcyjny produkt pomocniczy do makijażu. Za jego pomocą możemy nałożyć cień na mokro, nałożyć na powiekę pigment lub brokat, a także rozcieńczyć nieco zaschnięty eyeliner. Jest to niesamowicie wydajny produkt, wystarczy kropelka aby zadziałał, do jego dozowania mamy pipetę. Za 9 ml płacimy 26 zł.

Na sam koniec produkt, który kupiłam tak na prawdę po rekomendacjach Asi Maxineczki czyli Odświeżająca mgiełka do twarzy. Dedykowana jest do skóry suchej i normalnej, a dodatkowo ma przepiękny owocowy (brzoskwiniowy) zapach. Może być stosowana zarówno na makijaż jak i bezpośrednio na ‚gołą’ twarz. Kilka użyć mam już za sobą i muszę przyznać że jestem oczarowana. Niestety mgiełka ta występuje tylko w jednej pojemności, która jest dość niewielka, bo tylko 50 ml. Za taką buteleczkę należy zapłacić 25 zł.
Szczerze przyznam, że czaję się jeszcze na makeup fixer i pewnie skuszę się na niego w sezonie letnim 🙂

Poniżej podrzucam Wam jeszcze link do filmiku, w którym również mówię kilka słów na temat powyższych kosmetyków. Zachęcam do oglądania! 🙂

Dajcie koniecznie znać czy lubicie kosmetyki Inglot i jakie są Wasze ulubione.

Do następnego!

 

Ninnette

Zapisz się do newslettera

Zgadzam się na otrzymywanie wiadomości email

FreshMail.pl