Niezbyt udany balsam do włosów

Witajcie,

Po porodzie i dosyć dużej dawce środków znieczulających i ZZO moje włosy były w opłakanym stanie. Nie mogłam o nich powiedzieć nic dobrego. Wyglądały niczym kupa siana, a do tego jeszcze jakby zsiwiały. O ile z zsiwieniem jeszcze nic nie zrobiłam, ale przymierzam się do koloryzacji w najbliższych dniach, o tyle kupę siana chciałam jakoś odżywić. W tym celu sięgnęłam po kupiony kilka miesięcy temu Nawilżająco – regenerujący balsam do włosów firmy Joanna z serii Z Apteczki Babuni. Docelowo przeznaczony jest on do włosów suchych i zniszczonych oraz zawiera ekstrakt z miodu i proteiny mleka. Co z tego wynikło, przekonacie się czytając dalej…

Opakowanie:
Balsam znajduje się w białej, nie powalającej designem butelce, zamykanej od góry na zatrzask. Z przodu i z tyłu znajdują się naklejki ze stosownymi informacjami. Dozownik jest idealnie dostosowany do konsystencji produktu.

Właściwości:
Nietypowo zacznę od zapachu, bo ten jest chyba najprzyjemniejszym aspektem całego produktu. Balsam ma delikatny zapach, lekko słodki ale nie duszący, który praktycznie w ogóle nie utrzymuje się na włosach. Jest to typowy chemiczny zapach mleka i miodu 🙂 Konsystencja natomiast jest dość rzadka i na prawdę trzeba uważać, żeby nie zgubić balsamu z ręki. Ma on białe, lekko perłowe zabarwienie.

Jeżeli chodzi o właściwości zarówno nawilżające jak i regeneracyjne to tutaj jest klęska na całej rozciągłości. Niestety produkt w ogóle nie nawilża, a już na pewno nie regeneruje włosów. Na domiar złego niesamowicie je obciąża. Normalnie moje włosy są w stanie wytrzymać 3 dni pomiędzy myciami, a po użyciu tego cholernego balsamu są przetłuszczone już tego samego dnia na wieczór. Próbowałam go używać na różne sposoby, zarówno tak jak zaleca producent czyli na umyte włosy, bez spłukiwania i jako odżywkę czyli spłukując i jako maskę czyli trzymając kilkanaście do kilkadziesiąt minut i spłukując i efekt zawsze był ten sam. Nic a nic nie odżywione ale mocno obciążone włosy.

Skład:

Podsumowanie:
Opakowanie mieści 300g produktu i kosztowało zawrotną cenę 5,50 zł w małej niesieciowej drogerii.
Osobiście nie chcę i nie lubię myć włosów codziennie, dlatego takie zjawisko bardzo mnie irytuje i przekreśla ten produkt forever. Nie polecam go nikomu i nie mam pojęcia do czego zużyję resztę tego przeklętego bubla.

Miałyście styczność z tym kosmetykiem?
Używałyście innych kosmetyków z tej serii?
Co polecacie do odżywienia suchych i zniszczonych włosów?

xoxo

Ninnette