Najlepsze serum drogeryjne? | Multifunkcyjne serum do twarzy Green Tea, Bielenda

Wiosna i lato to bardzo trudny okres w pielęgnacji mojej twarzy. Moja mieszana skóra z tendencją do wyprysków w ciepłe, letnie dni przetłuszczała się jeszcze bardziej, przez co wszystkie podkłady traciły na trwałości, a dodatkowo niedoskonałości było jeszcze więcej niż jesienią i zimą, więc chodzenie bez makijażu odpadało. W tym roku jednak się to zmieniło za sprawą jednego, niepozornego kosmetyku z drogeryjnej półki, który zrewolucjonizował pielęgnację mojej cery.

Mowa oczywiście o Multifunkcyjnym serum do twarzy Zielona Herbata marki Bielenda, który mieliście już okazję poznać w poprzednim poście.
➥ Ulubieńcy czerwca

Polubiłam się z nim na tyle, że postanowiłam bliżej przedstawić Wam jego kreację. A po dwóch miesiącach regularnego używania myślę, że mogę już co nieco o nim powiedzieć.

Serum znajduje się w niewielkiej, szklanej buteleczce z pipetą. Bardzo lubię tego typu rozwiązania w aplikacji kosmetyku, gdyż jest higieniczne i precyzyjne, dozujemy dokładnie tyle kropel ile potrzebujemy i nic się nie marnuje. Opakowanie ma 15 ml i jego przydatność do użytku to 4 miesiące od otwarcia. Mnie jednak udało się je zużyć w przeciągu dokładnie 2 miesięcy.

Skład kosmetyku jak na drogeryjną półkę jest na prawdę świetny. Jak na serum przystało jest to produkt na bazie wody, natomiast już od samego początku znajdziemy takie składniki aktywne jak witamina b3, azeloglicyna, kwas migdałowy, witamina c oraz olejek z drzewa herbacianego. Poza tym obecny jest tu także hialuronian sodu, pantenol i alantoina. W składzie tego kosmetyku znajdziemy jedynie dwa konserwanty, zagęstnik oraz emulgator. Na końcu jeszcze znajdziemy tylko substancje zapachowe. Skład wolny jest więc od alkoholi, silikonów, parabenów i innych „złych” składników.

Z ciekawości porównałam skład serum z Bielendy, którego cena regularna w Rossmannie to 28,99, z nieco droższym kosmetykiem koreańskiej marki It’s Skin i byłam w wielkim szoku kiedy okazało się, że nasza rodzima Bielenda bije na głowę tamto serum, którego cena była ponad dwukrotnie wyższa i również  dedykowane było do skóry mieszanej i tłustej 🙂

Skoro składniki mamy już omówione, możemy przejść do faktycznego działania kosmetyku na skórę. Jak już wspomniałam moja cera jest mieszana z tendencją do wyprysków oraz licznymi zaskórnikami. Najbardziej lubi się przetłuszczać oczywiście w strefie T. Serum kupiłam bez większego przekonania, skuszona jednak licznymi obietnicami producenta. I po dwóch miesiącach regularnego stosowania na noc z ręką na sercu przyznaję, że w znacznej większości obietnice te zostały spełnione.

Przede wszystkim zauważyłam świetne działanie seboregulujące. Moja skóra rzeczywiście przestała się tak mocno przetłuszczać, dzięki czemu uzyskuję również lepszą trwałość podkładów zarówno tradycyjnych jak i mineralnych. Poza tym w parze ze zmniejszoną produkcją sebum idzie też znaczne zmniejszenie ilości powstających niedoskonałości, a więc moja skóra prezentuje się zdecydowanie lepiej nawet bez makijażu. Jeżeli jednak już coś mi na tej twarzy wyskoczyło, a głównie działo się to w okresie okołomiesiączkowym, czyli spowodowane było hormonami to stosując to serum zauważyłam szybsze gojenie się zmian. Miałam również na policzkach i czole kilka drobnych przebarwień i faktycznie już ich nie widać. Serum może nie pomóc na rozległe zmiany pigmentacyjne, które powstały wiele lat temu, ale delikatnie z pewnością je rozjaśni. Nie zauważyłam co prawda zmniejszenia ilości zaskórników, ale pory wydają się być nieco mniej otwarte niż kiedyś. Poza tym wszystkim serum też ładnie nawilża skórę, nie czułam po jego użyciu ściągnięcia, czy przesuszenia.

Konsystencja jest bardzo przyjemna. Nie do końca wodnista, lekko żelowa, ale nie pozostawia na skórze nieprzyjemnie klejącej warstwy. Bardzo szybko się wchłania i spokojnie po tym serum możemy nałożyć swój ulubiony krem na noc. Ja nie odczuwałam takiej potrzeby, serum w zupełności mi wystarczało podczas co wieczornej pielęgnacji.

Ten produkt z serii Zielona Herbata spodobał mi się na tyle, że z pewnością do niego wrócę, a także mam ogromną ochotę wypróbować inne produkty z tej linii.

Jak już wspomniałam kosmetyk znajdziecie na drogeryjnych półkach w cenie nie przekraczającej 30 zł. Nic tylko brać! 🙂

Dajcie koniecznie znać czy znacie ten produkt i jakie kosmetyki do pielęgnacji cery mieszanej u Was sprawdzają się najlepiej.

Czekam na Wasze komentarze!

 

Ninnette