Kremowy szampon regeneracyjny w słoiczku

Zaraz od początku tego roku kalendarzowego zaczęłam sobie niszczyć włosy. Na początku robiłam to w miarę nieświadomie, ale później niestety robiłam to z premedytacją. Po pierwsze regularnie je farbowałam, najpierw Schwarzkopf Palette, a później na wpół zmywalnym Garnierem. Zaraz potem doczepiłam sobie włosy. Wybrałam metodę na gorąco, na łuski keratynowe. Wytrzymałam w tych włosach około miesiąca i razem z mamą sama w domu ściągnęłam je kombinerkami (!!). Później się opamiętałam i zaczęłam o włosy dbać. Pięknie rosły i widać było, że zaczynają odżywać w końcu. Jednak zachciało mi się koloru rudego, więc poszłam do mojej fryzjerki i najpierw potraktowałam je rozjaśniaczem, a później dopiero farbą. Nawet sobie nie wyobrażacie jak moje włosy to przeżyły. Zrobiło się z nich siano. Były suche i spuszone. W związku z czym znów zaczęłam akcję ich regeneracji. Zaraz po tym ostatnim farbowaniu moja mama kupiła mi, chyba w sklepie z zaopatrzeniem dla fryzjerów, szampon do włosów zniszczonych. I właśnie o tym szamponie chciałabym Wam dzisiaj napisać.

 

Kremowy szampon regeneracyjny, Bonacure Hairtherapy, Schwarzkopf Professional

 

Opakowanie:

Jak na szampon opakowanie jest raczej niespotykane, gdyż produkt znajduje się w słoiczku, mniej więcej takim w jakich znajdujemy maski do włosów. (Jednak nie wiem, czy na chwilę obecną producent nie zmienił tego opakowania na tubkę, co też nie jest raczej takie normalne.) Zamknięcie jest szczelne, nic się nie wylewa, ani nie przecieka. Otwór jest na tyle duży że wydobycie produktu nie stanowi problemu.
Wszystkie istotne informacje zostały zawarte na tym opakowaniu, a na denku znajduje się składana ‚ulotka’, ze szczegółowym opisem produktu.

 

Konsystencja, zapach, zastosowanie, itp:

Chyba z tego powodu, że opakowanie jest jakie jest, konsystencja też nie jest typowa dla szamponu. Jest rzadka, ale nie przelewa się przez palce, nie ucieka w dłoni ani z głowy. Ma ona formę takiego jakby musu (jabłkowego :D). Zapach jest dość ostry, troszkę aż drażniący. Mnie się kojarzy po pierwsze właśnie z kosmetykami u fryzjera, może trochę z farbą do włosów, a po drugie jest jakby taki kwaśny (o ile zapach może być kwaśny ;). Na włosach jednak jest on już raczej nie wyczuwalny.
Szampon dość słabo się pieni. Nie wiem czy jest to może spowodowane jakimś składnikiem albo jego brakiem, ale mi osobiście to nie przeszkadza.

Co do właściwości regenerujących i odbudowujących to szczerze mówiąc nie zauważyłam jakiegoś szału. Na pewno szampon ładnie oczyszcza włosy. Poza tym widać, że je odżywia, ale nie powiedziałabym żeby było to jakieś super wielkie woooow 😀 Po umyciu nim są na pewno mniej suche i mniej przypominają siano, ale nie jest to trwały efekt. Przez jakiś czas używałam tego szamponu regularnie i wtedy widziałam znaczną poprawę kondycji moich włosów. Jednak zaraz po tym jak przestałam go używać, a odstawiłam go dosłownie na 2-3 mycia włosy wróciły do stanu pierwotnego. Poza tym produkt ten, bardzo delikatnie plącze włosy podczas mycia, jednak nie na tyle żeby później były jakieś problemy z ich rozczesaniem.

 

Informacje ogólne:

Słoiczek mieści 200ml kosmetyku i przez swoją formułę raczej nie jest wydajny. Z tego co udało mi się znaleźć w internecie kosztuje około 40 – 50 zł.

Podsumowując:

Z jednej strony, całkiem fajny produkt, bo nawet ładnie odżywia i oczyszcza włosy. Ale z drugiej strony nie należy do najtańszych, a efekt tego odżywienia nie jest trwały. Ja go raczej kolejny raz nie kupię już.

xoxo

Ninnette